wtorek, 26 kwietnia 2016

Fragment 2



Na kartce błyszczą okna bloków. Rysuję to, co widzę. Jest tak przyjemnie i ciepło, że odkładam ołówek, chowam szkicownik do torby i wystawiam twarz w stronę słońca. Wiatr rozwiewa mi jasne włosy i jestem pewien, że moje oczy przybrały chabrowy kolor. Uwielbiam takie wieczory i rozpoczynającą się wiosnę.
Kiedy otwieram oczy, mój wzrok pada na sklep z wielkim, krzykliwym napisem: WYPRZEDASZ! Krzywię się na ten widok, który zdecydowanie odebrał piękno teraźniejszej chwili. Miasta? Budynki? Samochody? Nie! To nie jest mój świat.
- Fajnie rysujesz – słyszę za sobą. Ten głos wyrywa mnie z głębokiego zamyślenia. Krzyczę przestraszony, podskakuję i spadam z ławki. Przez chwilę nie mogę się pozbierać, bo w głowie latają rozbiegane myśli i to we wszystkich kierunkach. Pocieram ręką skronie, jednocześnie mrugając jakby coś mi wpadło do oka.
Tak, wiem, że wyglądam jak idiota…
Nade mną stoi jakaś para, trzymająca się za ręce i śmieje się. Sam też zaczynam się śmiać. Przegiąłem trochę. Nie mogę się zachowywać jak psychopata, kiedy ktoś mnie zaskoczy.
Podnoszę się z ziemi i otrzepuję ubranie. Po skórzanej kurtce kurz szybko się ześlizguje, za co jestem niezmiernie wdzięczny. Przeczesuję ręką włosy, żeby doprowadzić się do porządku. Kiedy wreszcie mi się to udaje, wyduszam z siebie niezręczne:
- P-przepraszam.
Wywołuje to jeszcze większe rozbawienie u ciemnowłosej dziewczyny i jej chłopaka. Przyglądam się jego marynarce i uśmiecham, widząc schowany w kieszeni pierścionek zaręczynowy.
- Nie, to my przepraszamy – odzywa się cicho dziewczyna i wyciąga do mnie rękę. – Nie chcieliśmy cię przestraszyć.
Przepraszam, od kiedy jesteśmy na „ty”?
- Nic się nie stało – odpowiadam i potrząsam jej dłonią na znak powitania. Wyciągam z kieszeni szkicownik i podaję jej. – Chcieliście to zobaczyć?
W odpowiedzi wyrywa mi z ręki stos kartek, podkłada je pod nos swojemu chłopakowi – za niedługo narzeczonemu! – i z zachwytem przeglądają moje rysunki. Siadam z powrotem na ławce, żeby nie stać nad nimi jak słup soli, zakładam nogę na nogę i staram się zachować przynajmniej pozory normalności.
- Och! Ten jest piękny! – piszczy, prawie rozrywając kartkę. Podnoszę się z miejsca i zaglądam jej przez ramię. To narysowałem kilka dni temu, kiedy siedziałem na plaży. Faktycznie, zachód słońca, ostre brzegi, wydmy i żaglówki na horyzoncie dość dobrze mi wyszły.
- Podoba ci się? – Zadaję to pytanie jedynie ze względu na zasadę. – Więc weź go – delikatnie odrywam kartkę od reszty i podaję jej.
- Dziękuję! – obejmuje kartkę, jakby była największym skarbem.
Żegnam się skinieniem głowy i przechodzę pomiędzy nimi. Słońce chowa się za blokami. Wyciągam rękę w górę, żeby je pożegnać, tak, jak robię to zazwyczaj. Najpierw cała moja ręka jest oświetlona, później cień zaczyna przesuwać się od łokcia ku dłoni, aż słońce zupełnie znika mi z oczu.
Nadeszła noc. Pora poszukać jakiegoś miejsca, gdzie będę mógł ją spędzić. To taka pora, kiedy myślę: „Gdybym tylko miał dokąd pójść…”






Głównym bohaterem tej opowieści jest Michael, młody chłopak który uciekł z domu. Stał się dzieckiem z ulicy, a ponieważ miał wielki talent do rysowania, rysował obrazy i graffiti na ścianach szarych budynków Nowego Yorku. Pewnego dnia jego talent plastyczny zauważa grupka ulicznych chuliganów, którzy mieszkają na przedmieściach i żyją z tego, co uda im się ukraść. Michael dołącza do ich paczki i od tej pory zaczyna się jego nowe życie, pełne adrenaliny i niezwykłych przygód. Chłopak wykorzystuje swój talent do rysowania map miasta i informowania, który sklep lub mieszkanie zostanie okradzione. Mieszkańcy Nowego Yorku nie są jednak na tyle spostrzegawczy, aby zorientować się co się dzieje. Kiedy razem z Bethany - swoją nową, piękną przyjaciółką - okradają sklep jubilerski, zostają złapani i aby uciec Michael detonuje bombę. On i Bethany stają się groźnymi przestępcami i postanawiają to wykorzystać. Jaki będzie koniec historii artysty i wybuchowej dziewczyny? Czy dwójce młodych terrorystów uda się przeżyć i nie trafić do więzienia?


Jeśli jesteście ciekawi, piszcie :D Chciałabym też co sądzicie o takim temacie. Opowiadanie mam już napisane, więc jeśli się spodoba, z chęcią wstawię je na tego bloga ;)

czwartek, 21 kwietnia 2016

Fragment 1



"Nad miastem zapadał wieczór. Przydrożne latarnie rzucały blade światło na chodnik, po którym leniwie przechadzali się ludzie. Było tak spokojnie, a ciszę zakłócał tylko warkot samochodów. Tylko jedna osoba wyróżniała się z tłumu. Na ogół nic szczególnego: siedemnastoletni, ciemnooki chłopak, z rozwichrzonymi blond włosami, a jednak jedna cecha sprawiała, że jest wyjątkowy – widział więcej niż inni. Potrafił dostrzec ludzkie uczucia, ich myśli i o wiele więcej. Widział dobro i zło. Niestety, w przeciwieństwie do swoich braci nie umaił go przeczuwać, więc nie wiedział, że już od kilku minut podąża za nim ciemny, zniekształcony stwór. Gdyby wszyscy ludzie mogli go zobaczyć, pewnie pouciekaliby z wrzaskiem. Bestia miała długie kły, złośliwy uśmiech i puste oczodoły. Jego zmysły były maksymalnie wyostrzone, umiał nawet przenosić się w czasie za pomocą siły umysłu, jednak nie przypadkowo właśnie tutaj się znalazł. Potwór dostał rozkaz: „Zabij chłopaka”. To właśnie zamierzał zrobić, czekał tylko na odpowiednią chwilę. Kiedy jego ofiara skręciła w boczną uliczkę, on poszedł za nim. Jednak był sprawnym mordercą, samo zabicie nie wystarczało mu. Chciał najpierw popatrzeć chłopakowi w twarz, zobaczyć jego strach. Gdyby tylko wiedział, że to nie taki zwykły człowiek.
Chwycił go za gardło i odwrócił do siebie, ale nie spotkał się z oczekiwanymi emocjami. Blondyn miał zamknięte oczy i spokojny wyraz twarzy, jakby nie był świadomy, co się z nim dzieje. Bestia zasyczała, jednak nawet to nie poskutkowało. Wyciągnęła w jego stronę miecz z długim, zakrzywionym grotem. Diabelską włócznię. Nie spodziewała się, że jego ofiara odpowie tym samym. Chłopak nagle wyrwał mu się, a w jego dłoni pojawiła się podobna broń. Jej klingi lśniły w świetle księżyca, a rękojeść była ozdobiona szafirami.
Potwór zasyczał z wściekłości. Dość już miał konfrontacji z anielskimi posłańcami. Rzucił się na niego i z całej siły uderzył o mur. Otrząsnął się, żeby z powrotem zorientować w sytuacji. Tajemniczy chłopak miał na imię Rafael. Był obdarzony nadludzkimi zdolnościami, ograniczało go tylko to ciało, które posiadał, odkąd przybył na ziemię. Wszystko utracił: dawny wygląd, potężną moc, pozostały jedynie skrzydła, które teraz rozłożyły się nad jego głową i uniosły go w powietrze. W dłoni trzymał lśniący miecz i patrzył z nienawiścią na potwora, który na pysku miał już rozciętą ranę. Wiele razy zdarzały mu się takie potyczki, jednak dzisiaj czuł, że zupełnie opada z sił. Nawet śnieżnobiałe skrzydła nie były w stanie go utrzymać. Wylądował na ziemi i postanowił nie nadwyrężać się dla jakiegoś diabelskiego sługusa.
- Zginiesz, Rafaelu! – zasyczała bestia i rzuciła się na niego.
Chłopak uniósł w górę miecze i zaatakował, używając do tego swojej nadzwyczajnej zręczności i siły. Obrócił się w powietrzu i wylądował, utrzymując równowagę. Potwór skorzystał z chwili, kiedy Rafael przywoływał do siebie kolejną broń i przygwoździł go do ziemi. Miał na tyle siły, że mógł go bez problemu udusić, przycisnął wielką łapę do jego szyi, przygniatając go całym ciężarem. Wtedy jego przeciwnik, łapiąc ostatni wdech, zamachnął się i wbił mu jeden z noży w klatkę piersiową. Stwór zaryczał i upadł na ziemię. Przez chwilę wstrząsały nim dreszcze, potem jego ciało rozpłynęło się w powietrzu i zniknęło."






To początek jednego z pierwszych opowiadań jakie pisałam, jak sądzicie, zaczyna się ciekawie? :D

Trochę o mnie :D



Hej, tutaj Laura! Prowadzę już jeden blog, jest to opowiadanie, więc jeśli ktoś chce poczytać, to zapraszam :D Stwierdziłam, że piszę/pisałam już wiele opowiadań, które nie trafiły na żadnego bloga, więc będę tu wstawiała fragmenty innych blogów (więc na imiona nie zwracajcie uwagi) a jeśli jakiś wam się spodoba, piszcie, wtedy może wstawię całość :D Z góry dziękuję za każdą aktywność, przyjmuję krytykę, ale, uwaga! nie hejty ;) Piszcie swoje opinie, jestem ciekawa, co sądzicie o tym blogu :D