czwartek, 21 kwietnia 2016

Fragment 1



"Nad miastem zapadał wieczór. Przydrożne latarnie rzucały blade światło na chodnik, po którym leniwie przechadzali się ludzie. Było tak spokojnie, a ciszę zakłócał tylko warkot samochodów. Tylko jedna osoba wyróżniała się z tłumu. Na ogół nic szczególnego: siedemnastoletni, ciemnooki chłopak, z rozwichrzonymi blond włosami, a jednak jedna cecha sprawiała, że jest wyjątkowy – widział więcej niż inni. Potrafił dostrzec ludzkie uczucia, ich myśli i o wiele więcej. Widział dobro i zło. Niestety, w przeciwieństwie do swoich braci nie umaił go przeczuwać, więc nie wiedział, że już od kilku minut podąża za nim ciemny, zniekształcony stwór. Gdyby wszyscy ludzie mogli go zobaczyć, pewnie pouciekaliby z wrzaskiem. Bestia miała długie kły, złośliwy uśmiech i puste oczodoły. Jego zmysły były maksymalnie wyostrzone, umiał nawet przenosić się w czasie za pomocą siły umysłu, jednak nie przypadkowo właśnie tutaj się znalazł. Potwór dostał rozkaz: „Zabij chłopaka”. To właśnie zamierzał zrobić, czekał tylko na odpowiednią chwilę. Kiedy jego ofiara skręciła w boczną uliczkę, on poszedł za nim. Jednak był sprawnym mordercą, samo zabicie nie wystarczało mu. Chciał najpierw popatrzeć chłopakowi w twarz, zobaczyć jego strach. Gdyby tylko wiedział, że to nie taki zwykły człowiek.
Chwycił go za gardło i odwrócił do siebie, ale nie spotkał się z oczekiwanymi emocjami. Blondyn miał zamknięte oczy i spokojny wyraz twarzy, jakby nie był świadomy, co się z nim dzieje. Bestia zasyczała, jednak nawet to nie poskutkowało. Wyciągnęła w jego stronę miecz z długim, zakrzywionym grotem. Diabelską włócznię. Nie spodziewała się, że jego ofiara odpowie tym samym. Chłopak nagle wyrwał mu się, a w jego dłoni pojawiła się podobna broń. Jej klingi lśniły w świetle księżyca, a rękojeść była ozdobiona szafirami.
Potwór zasyczał z wściekłości. Dość już miał konfrontacji z anielskimi posłańcami. Rzucił się na niego i z całej siły uderzył o mur. Otrząsnął się, żeby z powrotem zorientować w sytuacji. Tajemniczy chłopak miał na imię Rafael. Był obdarzony nadludzkimi zdolnościami, ograniczało go tylko to ciało, które posiadał, odkąd przybył na ziemię. Wszystko utracił: dawny wygląd, potężną moc, pozostały jedynie skrzydła, które teraz rozłożyły się nad jego głową i uniosły go w powietrze. W dłoni trzymał lśniący miecz i patrzył z nienawiścią na potwora, który na pysku miał już rozciętą ranę. Wiele razy zdarzały mu się takie potyczki, jednak dzisiaj czuł, że zupełnie opada z sił. Nawet śnieżnobiałe skrzydła nie były w stanie go utrzymać. Wylądował na ziemi i postanowił nie nadwyrężać się dla jakiegoś diabelskiego sługusa.
- Zginiesz, Rafaelu! – zasyczała bestia i rzuciła się na niego.
Chłopak uniósł w górę miecze i zaatakował, używając do tego swojej nadzwyczajnej zręczności i siły. Obrócił się w powietrzu i wylądował, utrzymując równowagę. Potwór skorzystał z chwili, kiedy Rafael przywoływał do siebie kolejną broń i przygwoździł go do ziemi. Miał na tyle siły, że mógł go bez problemu udusić, przycisnął wielką łapę do jego szyi, przygniatając go całym ciężarem. Wtedy jego przeciwnik, łapiąc ostatni wdech, zamachnął się i wbił mu jeden z noży w klatkę piersiową. Stwór zaryczał i upadł na ziemię. Przez chwilę wstrząsały nim dreszcze, potem jego ciało rozpłynęło się w powietrzu i zniknęło."






To początek jednego z pierwszych opowiadań jakie pisałam, jak sądzicie, zaczyna się ciekawie? :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz